Żył w ziemi US człowiek imieniem Hiob. Był to mąż sprawiedliwy, prawy, bogobojny i unikający zła.
Księga Hioba 1,1 1074945+5
Zabierz, Panie, całą moją wolność,
moją pamięć, mój rozum i całą moją wolę,
wszystko, co mam i co posiadam.
Ty mi to, Panie, dałeś, Tobie to zwracam.
Wszystko jest Twoje.
Rozporządzaj tym według Twojej woli.
Daj mi tylko Twoją miłość i łaskę,
a to mi wystarczy.
Amen. Św.Ignacy Loyola
Ponieważ poza tym blogiem publikuję swoje teksty w trzech innych miejscach, postanowiłem zakończyć pisanie na tej stronie. Podyktowane jest to dość prozaiczną przyczyną: Mianowicie mam spore techniczne problemy z wchodzeniem na stronę administracyjną tego portalu. Poza tym sama ta strona znika dość często na kilka dni.
Nie będę jej usuwał, zamykał, blokował. Pozostanie nadal jej właściwy adres, czyli www.polonus.alleluja.pl. Jeżeli ktoś korzystał z adresu www.polon.us, to ten zostanie zapewne użyty gdzie indziej. Przepraszam wszystkich za tę zmianę. Wiem, że niektórzy tylko tu zaglądali i żadna inna strona im się nie podoba. Licznik obok pokazuje, że odwiedziliście tę stronę już ponad milion razy.
Jednak nie bardzo mam jak pokonać te trudności techniczne. Do tego zamieszczanie moich tekstów w Salonie24 i na Frondzie, oraz na moim forum, umożliwia prowadzenie dyskusji, a to jest dla mnie bardzo ważne.
Pozdrawiam serdecznie, jeszcze raz dziękuję i zapraszam na moje inne strony.
20/1/2010
Nie zapomnij o Jezusie
Czytanie w ostatnią niedzielę w kościele Ewangelii św. Jana przypomniało mi pewien epizod, jakiego byłem świadkiem przed laty. Oglądałem program satyryczny, talk show "Tonight Show" z Johnnym Carsonem i jednym z zaproszonych gości był mały, może siedmioletni chłopiec.
Nie pamiętam już powodu zaproszenia go, ale pamiętam, że w trakcie rozmowy stało się oczywiste, że jest on chrześcijaninem. Carson zapytał: -Chodzisz do niedzielnej szkółki? -Tak, proszę pana. -odpowiedział chłopiec. -I czego się uczyliście ostatniej niedzieli? -O weselu w Kanie Galilejskiej, gdzie Pan Jezus zamienił wodę w wino. -odpowiedział chłopiec.
W tym momencie na widowni, raczej niezbyt głęboko wierzącej, wybuch entuzjazmu. Carson postanowił się zabawić kosztem chłopca i zapytał: No i jaką lekcję wyciągnąłeś z tej nauki? -Chłopiec się troszkę strapił, bo najwyraźniej nie myślał o tym wiele, ale po sekundzie szeroki uśmiech rozjaśnił jego twarzyczkę i rezolutnie odpowiedział Carsonowi, który, słynął z ciągłych rozwodów i ponownych małżeństw: "Jeżeli masz mieć ślub, nie zapomnij zaprosić Jezusa."
18/1/2010
Blog roku
Postanowiłem spróbować swoich sił w konkursie na blog roku. Co prawda nie bardzo wierzę, bym miał jakiekolwiek szanse na zwycięstwo, ale to jest najmniejsza przeszkoda. W wygraną w lotto także nie wierzę, ale ile razy nagroda przekracza 300 milionów dolarów, kupuję jeden los za dolara. Zatem i tutaj nie oddam pola walkowerem.
Wygrana na loterii to szansa jeden do kilku milionów milionów. Wybór bloga roku to wybór jednego z kilku tysięcy. Ten drugi wybór, choć statystycznie dużo bardziej prawdopodobny, jest też w pewnym sensie trudniejszy niż przypadkowy los na loterii. Tu bowiem o wyborze decydują sędziowie, o których przecież wiemy bardzo niewiele. I choć nikt nie wątpi w ich bezstronność, to przecież jest oczywiste, że pewne osobiste preferencje, a czasem może i uprzedzenia, mogą mieć wpływ na to, jak będą oni oceniać zgłoszone blogi.
Ja, pisząc o wierze, o Bogu, a więc o rzeczach ważnych, chciałbym, by to dotarło do jak największej grupy osób. Nie dlatego, że coś z tego mam, ale dlatego, że pragnę, by każdy zobaczył piękno chrześcijaństwa. Piękno prawdziwego chrześcijaństwa, nie lukrowanej i rozwodnionej „bajeczki o Bozi”. Dlatego swoje teksty publikuję w kilku miejscach i dlatego zdecydowałem się na zgłoszenie bloga do konkursu. Myślę, że dzięki temu więcej osób będzie mogło się dowiedzieć o jego istnieniu.
Pewien problem polegał na wybraniu kategorii, w której chciałby startować. Żadna z nich nie dotyczyła wiary. Zdecydowałem się na „Moje zainteresowania i pasje”, bo niewątpliwie apologetyka jest moją pasją. Jedyna niedogodność takiej kategorii polega na tym, że konkuruję z blogami na temat kanarków, gotowania, zbierania znaczków i w ogóle każdego z możliwych „koników”. Ale cóż, to już będzie problem pana Roberta Makłowicza, który musi wymyślić jak porównać i ocenić tak różne tematycznie zainteresowania.
Zdecydowałem się także na tą kategorię właśnie ze względu na pana Makłowicza. Jest on sędzią w tej kategorii i jest on jedną z niewielu osób wśród jurorów, które „kojarzę”. Wyjechałem z Polski niemal 30 lat temu, a wśród jurorów przeważają osoby młode. Nie pamiętam ich z Polski, bo pewnie niektórzy z nich urodzili się już po moim wyjeździe z kraju. A pan Makłowicz, oprócz tego, że go widziałem w TV, podziela moją miłość dla miłościwie nam panującego Franciszka Józefa, (czy też jego ducha unoszącego się nad Krakowem), że nie wspomnę już o tym, że pisywał on dla Tygodnika Powszechnego, a zatem będzie w stanie obiektywnie spojrzeć na taką pasję, jaka mnie ogarnęła.
Wracając do motywacji… By dać dowód swej szczerości, (że nie dla korzyści startuję w konkursie), chciałbym oświadczyć, że gdybym zwyciężył w swej kategorii i wygrał laptopa, przekażę go jakiejś niezamożnej, wielodzietnej rodzinie, dla której zakup komputera jest zbyt wielkim wydatkiem. Ale ponieważ to ciągle jest dzielenie skóry na niedźwiedziu, więc może trzeba powstrzymać wodze fantazji. Fantazji troszkę rozbudzonej, bo dzięki moim przyjaciołom z forum, w pierwszym dniu prowadzę w głosowaniu czytelników.
Głosowanie jednak będzie trwało jeszcze parę dni, do 21 stycznia do godziny dwunastej, zatem potrzebuję Waszej pomocy. Jeżeli uważacie, że warto, jeżeli lubicie czytać moje teksty, bardzo Was proszę o wysłanie SMS-a na numer 7144 o treści H00615 (H zero zero 615 , bez spacji) Koszt 1,22. Szczegóły tutaj: http://www.blogroku.pl/hiob,gw9fn,blog.html Wszystkim z góry serdecznie dziękuję.
10/1/2010
Niedziela Chrztu Pańskiego
Dziś obchodzimy w Kościele Święto Chrztu Pańskiego. Pan Jezus przyszedł nad Jordan, gdzie chrzcił Święty Jan. Dzisiejsza Ewangelia:
Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. […]
Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie. (Łk 3,15-16.21-22)
Czego nie opowiedział nam Łukasz, dowiadujemy się z Ewangelii Świętego Mateusza:
Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie? (Mt 3, 13-14)
Święty Jan nie rozumiał prośby Jezusa, gdyż wiedział, że jest On Mesjaszem i wiedział, że to raczej Jezus powiniien go ochrzcić. My także często tego nie rozumiemy. Stąd ta moja próba wyjaśnienia.
Pamiętamy wszyscy, że pan Jezus urodził się jako Żyd i od początku podlegał wszystkim nakazom Prawa. Był obrzezany w ósmym dniu, ofiarowany Bogu w czterdziestym, odwiedzał Świątynie w nakazanych terminach itd., itp. Równocześnie wiemy, że wiele przepisów interpretował inaczej niż uczeni w piśmie i faryzeusze. Nie tak oni, wykonawcy Prawa, ale jakby był Prawodawcą.
Prawo wówczas obowiązujące miało wiele zakazów. Łamanie ich powodowało, że człowiek stawał się „nieczysty”. Księga Kapłańska, czy Księga Powtórzonego Prawa są pełne przepisów szczegółowo mówiących w jaki sposób to się staje. Między innymi przez dotknięcie zmarłego, trędowatego, czy krwawiącej kobiety. Tymczasem Jezus dotykając zmarłej córeczki Jaira, czy też trędowatego, albo gdy krwawiąca kobieta dotknęła się Jego płaszcza nie tylko nie spowodowało to, że Jezus stał się nieczysty, ale wręcz odwrotnie: Jego świętość, Jego czystość „przeszła” na chorych, trędowatych, zmarłych i spowodowała ich oczyszczenie.
Gdy przebywał w jednym z miast, zjawił się człowiek cały pokryty trądem. Gdy ujrzał Jezusa, upadł na twarz i prosił Go: Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. Jezus wyciągnął rękę i dotknął go, mówiąc: Chcę, bądź oczyszczony. I natychmiast trąd z niego ustąpił. (Łk 5,12-13)
A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi; całe swe mienie wydała na lekarzy, a żaden nie mógł jej uleczyć. Podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza, a natychmiast ustał jej upływ krwi. Lecz Jezus zapytał: Kto się Mnie dotknął? Gdy wszyscy się wypierali, Piotr powiedział: Mistrzu, to tłumy zewsząd Cię otaczają i ściskają. Lecz Jezus rzekł: Ktoś się Mnie dotknął, bo poznałem, że moc wyszła ode Mnie. Wtedy kobieta, widząc, że się nie ukryje, zbliżyła się drżąca i upadłszy przed Nim opowiedziała wobec całego ludu, dlaczego się Go dotknęła i jak natychmiast została uleczona.[…]
Gdy przyszedł do domu, nie pozwolił nikomu wejść z sobą, oprócz Piotra, Jakuba i Jana oraz ojca i matki dziecka. A wszyscy płakali i żałowali jej. Lecz On rzekł: Nie płaczcie, bo nie umarła, tylko śpi. I wyśmiewali Go, wiedząc, że umarła. On zaś ująwszy ją za rękę rzekł głośno: Dziewczynko, wstań! Duch jej powrócił, i zaraz wstała. Polecił też, aby jej dano jeść. (Łk 8, 43-47,51-55
Myślę, że przez analogię możemy zrozumieć sens chrztu Pana Jezusa. To nie On potrzebował oczyszczenia, ale Jego chrzest nadał moc sakramentowi chrztu. Chrzest Janowy był symboliczny, był gestem nie mającym rzeczywistej mocy. Pan Jezus „dotknął” wody używanej w tym sakramencie i nadał jej i samemu sakramentowi moc oczyszczania z grzechów.
Przez chrzest Pana Jezusa nasz chrzest jest czymś więcej niż symbolem. Stał się sakramentem mającym rzeczywistą moc zmycia naszych grzechów. Bo to nie woda oczyściła Pana Jezusa w Jego chrzcie, ale On uświęcił wodę, by nasz chrzest był tym, czym rzeczywiście jest: Sakramentem powodującym, że stajemy się Dziećmi Bożymi, stajemy się członkami Kościoła, członkami mistycznego Ciała Jezusa i oczyszczeni możemy osiągnąć życie wiecznie.
Chrzest zatem nie jest zaledwie symbolem bez znaczenia, jak uważają niektorzy z naszych braci – protestantów. W Biblii wyraźnie czytamy, że chrzest nas zbawia. Mówi o tym nasz pierwszy papież, święty Piotr. W Biblii Tysiąclecia jest to przetłumaczone dość niefortunnie:
Teraz również zgodnie z tym wzorem ratuje was ona we chrzcie nie przez obmycie brudu cielesnego, ale przez zwróconą do Boga prośbę o dobre sumienie, dzięki zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. (1P 3,21)
... ale w oryginalnej grece widać to wyraźnie. Słowo przetłumaczone jako "ratuje", czyli σῴζει, sōzei, oznacza "zbawiać". Inne polskie tłumaczenia oddają to trochę poprawniej:
Biblia Warszawska: "Ona jest obrazem chrztu, który teraz i was zbawia..."
Biblia Gdańska: "Czego teraz chrzest wzorem będąc, zbawia nas..."
Biblia Poznańska: "Była ona obrazem tej (wody), która zbawia was również teraz przez chrzest"
Według Ewangelii św. Mateusza ostatnie polecenie Pana Jezusa, po Zmartwychwstaniu, brzmiało tak:
Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. (Mt 22,19-20)
Biblia uczy, że dla dorosłego człowieka do zbawienia konieczna jest wiara i konieczny jest chrzest:
„Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony" (Mk 16, 16)
Stary Testament nakazywał obrzezywać małe dzieci. W ten sposób stawały się one częścią Narodu Wybranego. Tak wchodziły do Królestwa. Nowe Przymierze zamieniło obrzezanie na chrzest i teraz chrzest jest sakramentem inicjacji, nowym "obrzezaniem w Chrystusie". Święty Paweł:
Dzięki więzi z nim zostaliście też obrzezani obrzezaniem dokonanym bez udziału rąk, przez zrzucenie ciała Cielesnego – obrzezaniem właściwym Chrystusowi, zostaliście bowiem z nim Pogrzebani w jego chrzcie i dzięki więzi z nim zostaliście też razem wskrzeszeni za sprawą waszej wiary w działanie Boga, który go wskrzesił z martwych. (Kol. 2 11-12)
„Przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca" (Rz 6, 4)
Św. Grzegorz z Nazjanzu, w "Orationes" napisał:
"Mamy pogrzebać się z Chrystusem przez chrzest, by z Nim zmartwychwstać; zstąpmy z Nim, abyśmy z Nim zostali wyniesieni; wznieśmy się z Nim w górę, abyśmy z Nim dostąpili chwały."
Zatem osoba Jezusa jest jakby "pomostem" między niedoskonałym Starym Przymierzem, a Przymierzem Nowym, przymierzem Boga z Chrystusem. Chrystusem, który będąc Bogiem i równocześnie będąc jednym z nas, Synem Człowieczym, przemienił znak obrzezania, który był rzeczywiście zaledwie symbolem, archetypem, czy figurą tego, co miało nadejść, na sakrament, mający rzeczywistą, zbawczą moc. Przemienił znak inicjacji do Ludu Bożego, Izraela na sakrament inicjacji do prawdziwej Bożej Rodziny, dzięki któremu stajemy się dziećmi Bożymi i członkami Nowego Izraela, czyli Kościoła.
Oczywiście symbolika chrztu nie kończy się nad Jordanem. To też w pewnym sensie była tylko zapowiedź tego, co się miało stać za trzy lata. Dopiero gdy spojrzymy na to całościowo: Na obrzezanie Pana Jezusa, Jego chrzest, a potem Jego Śmierć i Zmartwychwstanie, widzimy pełnię tego, co i tak pozostaje Wielką Tajemnicą Wiary.
Katechizm Kościoła Katolickiego 527: Obrzezanie Jezusa w ósmym dniu po narodzeniu jest znakiem włączenia Go do potomstwa Abrahama i ludu Przymierza; jest znakiem Jego poddania się Prawu i uprawnienia Go do udziału w kulcie Izraela, w którym będzie uczestniczył przez całe życie. Jest ono figurą „obrzezania Chrystusowego", jakim jest chrzest.
KKK 536: Chrzest Jezusa jest z Jego strony przyjęciem i zapoczątkowaniem Jego posłania Cierpiącego Sługi. Jezus pozwala zaliczyć się do grzeszników.[…] Przy Jego chrzcie „otworzyły… się niebiosa" (Mt 3, 16), które zamknął grzech Adama; wody zostają uświęcone przez zstąpienie Jezusa i Ducha – jest to zapowiedź nowego stworzenia.
KKK 537: Przez chrzest chrześcijanin zostaje sakramentalnie upodobniony do Chrystusa, który w swoim chrzcie uprzedza swoją śmierć i swoje zmartwychwstanie; powinien on wejść w tę tajemnicę pokornego uniżenia się i skruchy, zstąpić do wody z Jezusem, aby wyjść z niej razem z Nim, odrodzić się z wody i Ducha, aby w Synu stać się umiłowanym synem Ojca i „wkroczyć w nowe życie" (Rz 6, 4):
Zdjęcia z Polskiej Narodowej Pielgrzymki z roku 1999, z Metropolitą Częstochowskim, arcybiskupem Stanisławem Nowakiem. Ponieważ było nas tam 1500 osób, 30 autokarów, zwykle każda grupa osobno pielgrzymowała, ale nad Jordan, w miejsce chrztu naszego Pana przybyliśmy wszyscy razem. Na pierwszej fotce widać, jak nas wiele. Koniec pielgrzymki sięga horyzontu. Na drugim zdjęciu widać obok biskupa Nowaka, po jego prawej stronie, mamę mojej żony i moją mamę. Na trzecim – Msza odprawiana przez arcybiskupa Nowaka, nad samym brzegiem Jordanu, w miejscu chrztu Jezusa.
To miejsce jest niedostępne dla "normalnych" pielgrzymek. To jest na terytorium Zachodniego Brzegu, a drugi brzeg niewielkiej przecież rzeczki, to wrogie Izraelowi państwo Jordan. Cały ten teren był, i pewnie nadal jest zajęty przez wojsko. Jednak dla naszej pielgrzymki zezwolono na odprawienie Mszy, choć warunki były polowe, a za krzakami stali żołnierze z karabinami gotowymi do strzału. Zdjęcia to oczywiście ikonki, miniaturki, które otworzą się w pełnym wymiarze po kliknięciu na nie.
6/1/2010
Bóg jest Miłością
Brat Horhe na Frondzie napisał tekst zatytułowany „In Epiphania Domini - Hiobowi odpowiedź ...”, gdzie poddał krytyce mój wpis o potrzebie zaufania Bogu, oraz skrytykował fakt, że swoje komentarze podpisuję słowami „God loves you”. Co więcej, przedstawił moje wpisy w takim świetle, które, moim zdaniem, nijak się nie mają do tego, co ja piszę. Albo więc ja piszę niejasno, albo brat Horhe celowo zniekształca to o czym ja mówię. Zobaczmy więc jak ta krytyka wygląda…
Brat Horhe: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!”
-Na wieki wieków. Amen!
Brat Horhe: „Polecam ten wpis wszystkim mającym ciągłe wątpliwości, którzy nie są pewni, że jest tak a nie inaczej, że Bóg jako Istota i jako Osoba jest nieskończenie złożony i powiedzenie God loves You lub Bóg jest Miłością sprawę tylko zaciemnia a niczego nie rozjaśnia…”
Cóż… Przede wszystkim chciałbym wyjaśnić, że podpisując swoje komentarze na Frondzie słowami „God loves you”, robię to celowo po angielsku, gdyż nawiązuję do słów sługi Bożego, arcybiskupa Fultona Sheena, który właśnie tak kończył każdy ze swoich wspaniałych programów radiowych i telewizyjnych. Arcybiskup Sheen napisał też książkę „God Loves You”. Jednak słowa te nic nie mówią o "złożoności", czy "prostocie" Boga, choć wcale nie uważam, że jest On złożony.
Niejednokrotnie pisałem o tym, że Bóg jest Bytem idealnie prostym, Bytem, który nie może się zmienić, bo jest doskonały. Co zresztą nie znaczy wcale, że potrafimy Go zrozumieć. Bóg jest prosty i Niepojęty. A to, że Bóg jest Miłością wiemy z Biblii, która, myślę, że brat Horhe tu się ze mną zgodzi, jest Słowem Bożym.
W wielu miejscach Biblia pokazuje nam Boga jako kochającego Ojca, albo Oblubieńca, a święty Jan w swym Pierwszym Liście dwukrotnie powtarza słowa „Bóg jest Miłością”:
Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością. (1 J 4,8)
Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam. Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim. (1 J 4,16)
Jeżeli zatem moja wina polega na tym, że uwierzyłem Słowu Bożemu, to przyznaję się do winy. Rzeczywiście, uwierzyłem, że Bóg jest Miłością.
Brat Horhe, nawiązując do mojego wpisu, gdzie pisałem, że wiara to nie puste słowa, ale czyny, które muszą tą wiarę pokazać, pisze: „…a na linie nie kroczy Jezus z taczkami, ale to my tańczymy resztkami sił goniąc, nie wiedząc czy ta lina za chwilę się nie skończy.[…]
I tylko odrobina ufności, która przez łzy się wydobywając, tak licha resztka, którą z trudem i mozołem z siebie wyciągnąć potrafią, pozwala na dalsze stąpanie i kroczenie.”
No dobrze, ale czy nie o tym właśnie pisałem? Czy nie o tej „odrobinie ufności”? Właśnie ta anegdotka o taczkach miała nam to zilustrować: Że nie wystarczy mówić o zaufaniu Bogu, ale trzeba zacząć iść po wzburzonym jeziorze. Trzeba opuścić naszą łódź i patrząc na Jezusa podążyć za nim, dokądkolwiek by On nas nie prowadził. Z czego zatem robi mi tu zarzut brat Horhe?
Brat Horhe: „Tak też i tożsamości swojej szukając i ciągle błądząc i pytania kolejne stawiając przychodzimy w dzień święta Epifanii, w której Chrystus Pan, nam nędznym i niegodnym się objawia, aby paść u żłóbka próbując, i owszem tłumaczyć sobie, ale nadal nic nie rozumiejąc, mimo, że God loves You, Alleluja i do przodu! Paść już nie tylko nawet na kolana, ale i krzyżem leżąc niegodnym twarzy choć o centymetr z prochu ziemi podnieść. Bo jak można przed tak Wielkim Majestatem? Gdzie? Jak? Godni jesteśmy? My, którzy tyle razy krzyczeliśmy: „Barabasza uwolnij!” A Jego Majestat, znów za gardło nas ściskając, wybaczając nam kolejną szansę w sakramencie POKUTY daje.”
Niegodni? Oczywiście, że jesteśmy niegodni. Ale Bóg jednak do nas przyszedł. Przyszedł jako maleńkie Dzieciątko. Bezbronne i bezdomne. Czyż może być większa manifestacja Miłości? Miłości nieogarniętego Boga do mizernego stworzenia, które wszystko Bogu zawdzięcza. Wszystko. Od swego istnienia, przez wiarę, po zbawienie.
Czy Śmierć i Zmartwychwstanie nie są większym objawieniem Bożej Miłości niż Wcielenie? Pewnie tak, ale ja nie piszę tu wykładu o wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia. W pewnym sensie bowiem one są tą samą manifestacją Bożej Miłości. Tajemnica Wcielenia, od Poczęcia, przez Narodzenie, Epifanię, Chrzest, Przeistoczenie, Śmierć, Zmartwychwstanie i Wniebowstąpienie – jest jedną i tą samą Wielką Tajemnicą Wiary. Tajemnicą nieogarniętej Bożej Miłości.
Brat Horhe ukazuje nam Boga ponurego, Boga karzącego. Brat Horhe nawołuje do pokuty i do umartwień. I ja wcale nie uważam, że to, co on nam pisze, jest złe. To jest prawda. Ale nie jest to cała prawda o Bogu. A półprawdy bywają gorsze od kłamstw.
Biblia nam mówi, że „Bojaźń Pańska początkiem mądrości; wspaniała zapłata dla tych, co według niej postępują, a sprawiedliwość Jego trwać będzie zawsze”. (PS 111) Mówi nam, że „Treścią mądrości jest bojaźńPańska, rozsądkiem - poznanie Świętego”. (Księga Przysłów 9,10) Sprawiedliwość Boża, dla uparcie tkwiących w swych grzechach, dla tych, którzy odrzucają Boże Miłosierdzie, będzie czymś przerażającym: "Słońce zmieni się w ciemność, a księżyc w krew, gdy przyjdzie dzień Pański, dzień wielki i straszny. (Księga Joela 3,4)
Ale my, którzy jesteśmy przyjaciółmi Boga, którzy rzeczywiście jesteśmy Jego dziećmi, jak nas uczy święty Jan, nie mamy się czego obawiać. Musimy się radować, bo Bóg "ocala tych, co pokładają w Nim nadzieję".(Księga Daniela 13, 60)
Nie wolno nam podchodzić do Biblii w tak wybiórczy sposób. Wersety Biblii to nie są alternatywne propozycje. Bóg jest potężny i groźny. Sprawiedliwy sędzia, który karze za nasze wykroczenia i grzechy. Bóg jest Miłością. Kochający Ojciec, który wybacza „siedemdziesiąt razy siedem” razy. Tu nie ma żadnej sprzeczności. Musimy pamiętać o jednym atrybucie Boga i nie zapominać o drugim. Nie można widzieć Boga tylko jako groźnego sędziego i nie można go postrzegać jak kumpla, kolegę, którego poklepiemy po plecach i przestaniemy na Niego zwracać uwagę, „bo nas kocha i nic nam nie zrobi”. Jedno i drugie podejście jest złe, bo jedno i drugie prowadzi dusze do potępienia. Jedno i drugie zamyka ludziom drogę zbawienia. Zatem jedno i drugie pochodzi od złego.
Nie wiem, gdzie brat Horhe doszukał się w moich tekstach lekceważenia Boga. Pisałem wielokrotnie o potrzebie podchodzenia serio do naszej wiary. Ostatni raz – w moim ostatnim tekście „o taczkach”. Jednak mówienie o Bogu, że jest On Miłością to nie jest ani lekceważenie Go, ani spłycaniem Dobrej Nowiny, ale jest to dawanie świadectwa prawdzie. I modlę się każdego dnia, by także brat Horhe to mógł dostrzec. Bo Bóg jest Miłością.
Klikając na któryś z poniższych banerów pomagasz innym znaleźć moją stronę. Tam też możesz odnaleźć inne interesujące witryny, zajmujące się podobną tematyką.